Wyobraźmy sobie, że chcę sprzedać, powiedzmy, 50 książek, i że robię tylko jedno ogłoszenie ze zdjęciami wszystkich książek, a następnie regularnie je odświeżam/aktualizuję, nie zmieniając zdjęć, ale podając w opisie, co zostało sprzedane, a co nie.
Jeśli kupujący kupi wszystko, nie czytając opisu i tym samym nie wiedząc, co zostało sprzedane w porównaniu do zdjęć, to kto jest winny – on czy sprzedawca?
Cóż, pozwala to uniknąć tworzenia 50 ogłoszeń, a także zwiększa szansę na przyciągnięcie klienta i wygenerowanie kliknięć, a nawet na sprzedaż, oferując już pakiet, który można w razie potrzeby rozbić.
Nie jestem co do tego przekonany. Dzisiaj działa to natychmiastowo, najważniejsze informacje powinny być widoczne na pierwszy rzut oka. Te reklamy wymuszają otwarcie ogłoszenia, aby dowiedzieć się, jaka jest cena, co jest faktycznie sprzedawane, w jakiej cenie, czy jest dostępne itp. …
Ale dobra, to jeszcze ujdzie w tłumie, najgorsze jest to, gdy wyświetla się 1 euro, a w ogłoszeniu okazuje się, że ceny są zwariowane albo jest opcja „zaproponuj cenę”.
Ponownie publikujesz, nie zmieniając zdjęć?
Czy uważasz, że nie świadczy to o ukrywaniu czegoś?
To pytanie, które można sobie zadać… nie?
Uczciwość i rzetelność polegałyby na rzeczywistym zaprezentowaniu tego, co sprzedajesz, za pomocą jasnego i jednoznacznego zdjęcia.
W twoim przykładzie pokazujesz zdjęcie z 50 książkami, a ostatecznie dostarczasz tylko 10 sztuk…
Czy uważasz, że kupujący nie pomyśli, że chciałeś go oszukać?
Potem zastanawiasz się, kto ma rację?
Czy naprawdę chcesz znać odpowiedź?
Myślę, że już ją znasz…
To tylko moja opinia (pytasz o nią), ale powinieneś poświęcić czas na zrobienie tych 50 ogłoszeń i przede wszystkim… być uczciwym, umieszczając zdjęcia, które faktycznie reprezentują to, co sprzedajesz…
Postaw się na miejscu kupującego…
Szczerze mówiąc, na Vinted sytuacja może szybko obrócić się przeciwko sprzedającemu, nawet jeśli jest to napisane w opisie. Zdjęcia pozostają głównym elementem ogłoszenia. Jeśli zdjęcia nadal pokazują 50 książek, mimo że część została już sprzedana, kupujący może uznać ogłoszenie za wprowadzające w błąd, zwłaszcza jeśli nie przeczytał tekstu ze szczegółami.
Najlepiej albo:
robić zdjęcia regularnie na nowo
albo przekreślić/wizualnie zaznaczyć na zdjęciach, co zostało sprzedane
albo zrobić jasne ogłoszenie dotyczące partii
Dlatego w przypadku sporu Vinted znacznie bardziej przygląda się zdjęciom niż opisowi.
Rozumiem, co mówisz, ale inny punkt widzenia: jeśli w tytule ogłoszenia jest dosłownie napisane, aby dokładnie przeczytać opis, a w nim jest czarno na białym napisane, co zostało sprzedane, a co nie, uważam, że to wina kupującego, jeśli kupuje, nic nie czytając. Zwłaszcza, że między nami zajmuje to 30 sekund, a mnie nigdy nie przyszłoby do głowy, żeby kupić coś w internecie, nawet nie rzucając okiem na opis przedmiotu.
Dla porównania myślę, że można wziąć pod uwagę zakupy w sklepie (mnie nie przyszłoby do głowy, żeby kupić przeceniony artykuł, nie czytając, czy jest to promocja na drugi kupiony artykuł, czy na kartę lojalnościową itp.)
Może potem biorę to zbyt osobiście, ponieważ przez lata miałem do czynienia z klientami, którzy dziwili się, że jesteśmy zamknięci danego dnia lub że zamykamy o określonej godzinie w mojej poprzedniej firmie, chociaż było to dosłownie napisane na drzwiach na 15 dni wcześniej, aby wszyscy byli poinformowani. Ludzie nigdy niczego nie czytają, a potem narzekają lub pozwalają sobie na uwagi.
Tak, ale nie, ponieważ niekoniecznie przechowujesz to, co sprzedajesz, w domu lub niekoniecznie masz to pod ręką, więc czas potrzebny na znalezienie przedmiotu, zrobienie wysokiej jakości zdjęć (nie kładzenie go byle jak na ziemi, żeby zrobić jedno zdjęcie), zbadanie cen konkurencji, napisanie w miarę poprawnego opisu itp. itd., to nie zajmuje 30 sekund.
Dobrze wiemy, że wielu kupujących na Vinted nie czyta opisów i kupuje na podstawie zdjęć.
Dowodem na to są pytania, na które odpowiedź jest jasno zawarta w opisie.
Na przykład w kwestii wymiarów ubrania lub materiału itp…
Różnica w punktach widzenia, @Toudoudou, polega na tym, że ostatecznie dobrze wiesz, że kupujący nie będzie miał ochoty czytać opisu… więc pytanie brzmi… Dlaczego nadal nie zamieszczać jasnych ogłoszeń, zwłaszcza ze zdjęciami poglądowymi?
Tylko dlatego, że myślisz, że inni powinni robić tak jak ty? Czytać opisy…
Nie, dobrze wiemy, że każdy z nas jest inny…
Więc, co do mnie, myślę, że powinniśmy po prostu postawić się na poziomie kupujących i nie szukać kłopotów na siłę:wink:
Zrobić jasne i konkretne ogłoszenie… nie myśląc o tym, że jeśli zrobię to w ten sposób, będę miał więcej wyświetleń i więcej sprzedaży… ale co potem?
Trzeba o tym pomyśleć…
Podstawą wymiany handlowej jest zadowolenie klienta… więc unikanie reklamacji… aby był w pełni usatysfakcjonowany… aby nie miał ważnego powodu do narzekania…
Przynajmniej moim zdaniem…
Ja osobiście wolę zamieścić kilka zdjęć, które dobrze pokazują przedmiot… we wszystkich ujęciach… myśląc sobie… pokazuję wszystko i unikam zwrotów lub reklamacji…
Jedno ogłoszenie na artykuł (lub na nierozłączny zestaw). Takie są zasady.
To, co uważasz za normalne, ponieważ wymaga od Ciebie mniejszego wysiłku (zamieszczenie jednego zdjęcia całego Twojego skarbca/inwentarza, aby sprzedać tylko 1 artykuł naraz spośród wszystkich przedstawionych i nigdy nieaktualizowanie wspomnianego zdjęcia), jest najpewniejszym sposobem na przysporzenie sobie problemów, które ostatecznie pochłoną Twój czas, pieniądze, a nawet konto.
Osobiście unikałbym takich sprzedawców. Podobnie jak unikam tych, którzy twierdzą, że artykuł jest bez skazy, ale publikują tylko jedno zdjęcie, co ukrywa lub pomija wady. I tych, którzy określają swój artykuł jako w bardzo dobrym stanie, z rzekomo uzasadnioną wysoką ceną, ale których kilka zdjęć zdradza całkowicie niespójne szczegóły (kulki, rozprucia, ohydne podeszwy, zniszczone przedmioty, …).
Bez wątpienia tych, którzy piszą tylko jeden, identyczny opis (wklejony-skopiowany) dla wszystkich swoich artykułów, ponieważ jest to szybsze
No cóż, kupującego mało obchodzą problemy organizacyjne sprzedającego. A przecież musisz odebrać swoje przedmioty, żeby zrobić zbiorcze ogłoszenia? I je wysłać?
30 sekund? To może być szybko przy ustalonych rutynach. Często najwięcej czasu zajmuje mi wyszukiwanie cen.
Ale nieważne, po prostu dzieliłem się z Tobą tym, że tego typu ogłoszenia mogą odstraszać, a do tego być potencjalnym źródłem problemów.
To samo. To przeciwieństwo działającego biznesu, ponieważ zamiast usuwać przeszkody, dodajesz nowe. Klient nie powinien mieć żadnych pytań. Jedno pytanie = jedna przeszkoda. Usuwanie przeszkód (lub pytań, które mógłby zadać) to ogromna praca, którą trzeba wykonać wcześniej. Jeśli pojawiają się pytania, gdy coś kupujemy, oznacza to, że produkt nie jest dopracowany lub celowo coś ukryto.
Dużo nad tym pracowałem i od tego czasu prawie nie mam pytań.
Metoda IKEA, nawet Twoja ścieżka jest oznakowana. Cóż, kiedy sprzedajesz, jest tak samo. Zasada najmniejszego wysiłku. To zasada neurologiczna (dla przetrwania w tamtych czasach).
Pytanie = wahanie = utrata wielu klientów. To nie klient ma wykonać pracę, ale sprzedawca.
Uwielbiam sprzedawców, którzy mówią: co Pana interesuje? Proszę złożyć propozycję. Nic nie zrozumieli ze sprzedaży, absolutnie nic. Tym lepiej dla innych.
A ja odpowiadałem na twoje „zrobienie ogłoszenia zajmuje 30 sekund”, podczas gdy nie, to jest faktograficznie nieprawda, jeśli chcesz zrobić to dobrze, to zajmuje to czas
Kwestia organizacyjna: mam gotowe szablony, w których trzeba zmienić tylko kilka informacji i które obejmują zdecydowaną większość moich artykułów. Wszystko jest wstępnie ustawione dla zdjęć, dzięki czemu większość z nich nie wymaga żadnej pracy. Tworzę serie artykułów z tej samej gamy, więc nawet tytuł kopiuję i wklejam, zmieniając jedynie nazwę modelu itp. …
Ten rodzaj ogłoszenia to po prostu śmieci. Mówisz nam: „to ma większą szansę przyciągnąć klienta i wygenerować kliknięcia”.
Ale idź dalej! Dodaj do zdjęcia przedmioty, których w ogóle nie sprzedajesz, żeby przyciągnąć klienta!
Jako kupujący przeklinam tego typu ogłoszenia, które utrudniają wyszukiwanie. Szukamy książki i musimy przekopywać się przez mnóstwo ogłoszeń, gdzie książki już nie ma, albo gdzie książka jest, ale trzeba stracić czas na rozmowę ze sprzedającym, żeby kupić tylko tę książkę, którą chcemy, a na koniec, jeśli pojawią się problemy ze sprzedażą (produkt niezgodny z opisem, uszkodzony w transporcie, zgubiony…), to skomplikuje to zarządzanie problemem.
Krótko mówiąc, nie należy kupować na tego typu ogłoszeniach, ja tego nie robię, ale cierpię z powodu zalewania wyszukiwań przez nie, podobnie jak przez inne, które próbują obejść działanie systemu: na przykład osoby, które podają przedmiot jako nowy, chociaż był już używany, te, które podają prestiżową markę, aby potem w komentarzu napisać, że to podróbka…
Tak czy inaczej, tego typu ogłoszenia nie przynoszą korzyści sprzedającemu. Sprzedaż na odległość sama w sobie jest już źródłem nieporozumień, dlatego podstawową zasadą dobrego sprzedawcy jest bycie jak najbardziej precyzyjnym: wyraźnie pokazujemy na zdjęciu, co jest sprzedawane, a nie coś innego, i opisujemy to jak najdokładniej. Celem jest, aby kupujący po otrzymaniu przedmiotu znalazł to, co zamówił.
Interes sprzedającego jest taki sam jak kupującego: jeśli chcemy utrzymać się w tej branży, zasadą jest bycie jak najbardziej jasnym, zrobienie wszystkiego, co możliwe, aby uniknąć wszelkich nieporozumień (nawet w ten sposób ryzyko zawsze istnieje).
Spryciarze, którzy nie są jasni w swojej ofercie handlowej, zostaną zalani sporami prawnymi, negatywnymi ocenami i wieloma komplikacjami, a w rzeczywistości odstraszą kupującego.
To tak jak sprzedawcy, którzy dodają mnóstwo tagów lub słów kluczowych niezwiązanych ze sprzedawanym przedmiotem, co psuje wyniki wyszukiwania. Osobiście mnie to zniechęca, a na dodatek blokuję takich sprzedawców, żeby oczyścić moje wyniki wyszukiwania.