Leboncoin zmieni zasady dotyczące ogłoszeń

niekoniecznie potrzebuje API, ale jego proces jest zautomatyzowany. Brak zdjęć produktu.

Albo mieć kontakty lub partnerstwa z wydawnictwami, drukarniami, albo być może kradzieże, likwidacje sądowe (w co wątpię), odzyski „niesprzedanych” produktów?

To dziwne. Sprzedaje poniżej ceny urzędowej, tak?

A propos, gdzie są nowe zasady?

Słowo na boku: nie wiem dlaczego, ale na tym forum, kiedy chcę wstawić apostrof, pojawia się ten znak cudzysłowu ’

„Ukryć swoją tożsamość? Co przez to rozumiesz?

Nie podaje ani swojego numeru telefonu, ani adresu, i to nie ty go spotykasz, gdy odbierasz paczkę osobiście.

Mają wejścia i partnerstwa z wydawnictwami lub drukarniami, albo kradzieże, likwidacje sądowe (wątpię), odzyski „niesprzedanych egzemplarzy”?

To są tropy, nawet jeśli kradzież jest wykluczona, ponieważ nie widzę, jak można by dyskretnie ukraść tysiące książek (część tego czasu zajmuje ładowanie wszystkiego!).

Możliwe też, że on nie posiada książek, a jedynie kupuje je po sprzedaży. W jego poprzednich wcieleniach zdarzało się wiele skarg z powodu kilkutygodniowych opóźnień.

Inny trop: „fałszywy księgarz”, podawanie się za księgarza wobec dystrybutorów i kupowanie z -30% marżą, a następnie odsprzedaż z naruszeniem prawa Langa. Kiedy byłem studentem, stowarzyszenie zarządzające biblioteką studencką organizowało w ten sposób zamówienia zbiorowe. Wydawcy byli tego świadomi i na to pozwalali, ponieważ wolumeny pozostały niewielkie. Poza tym niezależni wydawcy nie chcieli w tym uczestniczyć. To było również bardzo dawno temu, na długo zanim odsprzedaż stała się tak łatwa.

Czy sprzedajesz po

Miałem kiedyś konkurenta, który tak robił. Współpracował z dostawcą, z którym ja pracuję, i informował, że jego produkty są dostępne w europejskich magazynach i można je dostarczyć w ciągu 14 dni. Oczywiście, sporo negatywnych ocen na eBay, konta na Vinted blokowane na stałe. Podawał nawet ilości, których dostawca już nie posiadał.

Teraz zajmuje się dropshippingiem z katalogów hurtowni.

Myślę przede wszystkim, że Leboncoin stopniowo stara się wypychać „półprofesjonalnych” sprzedawców i osoby wrzucające wiele ogłoszeń w kierunku płatnych ofert, trochę jak to, co widzieliśmy na innych platformach handlowych w ostatnich latach.

Limit 50 darmowych ogłoszeń wygląda przede wszystkim jak sposób na:

– ograniczenie masowego ponownego publikowania,

– zmniejszenie spamu,

– lepsze rozróżnienie osób prywatnych i osób prowadzących regularną działalność,

– oraz zwiększenie monetyzacji platformy.

Ważnym punktem jest również to, że mówią o „przedłużeniach” wliczanych do limitu. Zatem nawet bez publikowania nowych ogłoszeń, niektórzy użytkownicy mogą szybko osiągnąć limit jedynie dzięki odnowieniom.

Z drugiej strony brak precyzji jest problematyczny, ponieważ nadal nie wiemy:

– które kategorie są faktycznie objęte,

– czy starsze konta będą traktowane inaczej,

– lub jak będą traktowani sprzedawcy prowadzący znaczącą, ale oficjalnie nieprofesjonalną działalność.

Wyraźnie widzimy ogólny trend platform do wzmacniania kontroli nad dużymi sprzedawcami i stopniowego ograniczania nieograniczonego dostępu za darmo.

50 ogłoszeń dotyczy tylko kont profesjonalnych, więc pomysł lepszego rozróżnienia rodzaju działalności nie ma sensu, ta oferta „domyślna”, taka jaka jest obecnie prezentowana, nie jest dla nikogo opłacalna, zużyte kredyty nie są odnawiane w czasie, a ponowne publikowanie zużywa jedną jednostkę. Oni jedynie wyeliminują część profesjonalistów, którzy do tej pory płacili prowizję od sprzedaży, kierując ich na inne platformy lub do konta prywatnego. Lub zaczną się wycofywać, jak w przypadku opłat związanych z edycją ogłoszenia (3 €).

1 polubienie

ale gdzieś ktoś musi za to zapłacić, prawda?

Byłbym za minimalną ceną minimalną. Tutaj i na wszystkich platformach, ponieważ można tam znaleźć wszystko i nic, sprzedawanie używanego długopisu Bic za 1 euro, aby przejechał przez całą Francję, nie jest wspaniałe, zwłaszcza że wiele przedmiotów można znaleźć w pobliżu.

Nikt nie twierdzi inaczej, z tym że tutaj mówimy o płaceniu 300 € za 200 ogłoszeń miesięcznie, to jest czysty i prosty haracz.

To tylko oderwanie od rzeczywistości, nie widzę nikogo płacącego tyle za tak małą reklamę.

Poza dealerem lub agentem nieruchomości, i nawet wtedy nie wierzę

to zależy, co sprzedajesz. 1,50 euro za ogłoszenie to aż tak drogo?

Kiedy sprzedajesz używane książki, to tak, to byłoby jak płacenie marży, którą zarobisz na przedmiocie, i to miesięcznie (to normalne, że książka zalega przez kilka miesięcy u antykwariusza). Nawet nie rozumiem, jak można kwestionować trafność ich cen, są one co najmniej 20 razy wyższe niż u konkurencji. Zostali kupieni przez amerykański fundusz emerytalny za 12 miliardów euro, to tam leży prawdziwy problem.

Oczywiście, dla tych dwóch kategorii taryfy są znacznie wyższe; tylko w nieruchomościach koszt ogłoszeń wzrósł ośmiokrotnie w ciągu 10 lat. Wyobrażam sobie, że dołożyli kolejną warstwę po przejęciu.

Problem polega na tym, że nic nie jest jasne w ich ofercie, więc trudno wiedzieć, za co dokładnie płacimy. A jeśli to 1,50 €, plus prowizja od sprzedaży, plus opłaty za odnowienie itd. itp. … to szybko może się uzbierać.

Dużym problemem, który zawsze istniał w LBC, jest to, że zasady są zupełnie inne dla profesjonalistów i osób prywatnych i w dużej mierze na niekorzyść profesjonalistów, więc po prostu nie da się tego utrzymać.

Trzeba też wziąć pod uwagę konkurencję, oferują oni mniej korzystne warunki niż inne platformy, a do tego z mniejszym potencjałem sprzedaży (obecnie).

W każdym razie, jeśli oferta nie jest jasna, to znaczy, że nie jest dobra. Biorąc pod uwagę, jak to się rozwija, przewiduję im przyszłość podobną do Rakuten (przynajmniej w danej niszy).

W każdym razie, nie łudźmy się, czy pójdzie dobrze?

1: Platformy się wyspecjalizują.

2: Ceny wzrosną, a to one rozdają karty, nie my.

3: Państwa zaostrzą kontrolę, więc konta profesjonalne dla osób prywatnych staną się przestarzałe (faktury za prąd powyżej).

4: Ci, którzy nie dostosują się do kształtującego się modelu, ani pod względem produktów, ani metod, zginą.

5: Sprzedaż wideo i streaming zyskają na znaczeniu.

6: Wyzwaniem będzie posiadanie dobrych dostawców, umiejętność autentykacji, posiadanie dobrych procesów, bycie legalnym.

7: Myśleć o alternatywach (niełatwe), ale rozwijać będzie się wielokanałowość, także w formie, na żywo, wideo, być może własne strony lub rodzaj… spółdzielni, stowarzyszeń między sprzedawcami.

8…

9…

To dokona selekcji.

Powtarzam, sprzedaż przedmiotów poniżej 5/10 € wkrótce przestanie być opłacalna, albo ze względu na koszty wysyłki, albo cenę ogłoszeń, albo ograniczenia legislacyjne. Już tylko ekologicznie jest to wątpliwe, co zarzuca się fast fashion.

Problem z Vinted polega na tym, że wielu przyzwyczaiło się do niczego nie płacenia. Ebay, powiem wam, jest drogi, miałem rachunki do 1000 € miesięcznie.

Lbc też się taki stanie.

Nie mówiąc już o Amazonie.

Nie będę na to narzekać. Dzień, w którym państwo naprawdę się tym zajmie, będzie powiewem świeżości dla tych, którzy chcą robić rzeczy zgodnie z zasadami.

To jest DUŻY problem, nie możemy już sprzedawać po „prawdziwych” cenach. Do Vinted możemy dodać Noz i Action, gdzie ludzie już nie zdają sobie sprawy, że są to produkty z wyprzedaży, więc nie są to prawdziwe ceny. Tak jak wtedy, gdy ludzie mnie atakują, bo widzieli taniej na wyprzedażach.

Mam przykład sprzedawczyni, która wyjaśniała, że została zaszczuta, ponieważ Action wyprzedawał produkt Stitch, wykupili wszystko i dlatego ludzie ją zaszczuli, bo przez nią nie mogli dostać swojego Stitcha. Tyle że ona dostała je od tradycyjnego hurtownika, a Action sprzedawał je taniej niż ona zapłaciła dystrybutorowi.

Tak, tak, subskrypcja na 10 tysięcy ogłoszeń kosztuje mniej niż 50 złotych na eBay.

1 polubienie

Znasz tę stronę? Sprzedajesz tam? Od jak dawna?

„„Nie będę na to narzekać. Dzień, w którym państwo naprawdę się tym zajmie, będzie odetchnieniem dla tych, którzy chcą robić rzeczy zgodnie z prawem.””

Tak samo. Ryzyko polega na tym, że będzie odwrotnie: bardzo silne ograniczenie tego, co pozostaje „wolnością”, gdzie każda sprzedaż będzie musiała być zgłoszona, ale jako osoba prywatna, co oznaczałoby podwójne opodatkowanie. Już się to dzieje w przypadku niektórych produktów i w pewnych warunkach. W każdym razie, tak to się rozwija, faktury elektroniczne i cyfrowe euro.

Uważam, że 50/100 ogłoszeń dla osoby prywatnej to już i tak bardzo dużo.

Znam tę stronę, tak, sprzedaję na niej od kilku lat jako profesjonalista. Oczywiście, dochodzą prowizje od SPRZEDAŻY (około 10%), ale dzięki temu zalegający magazyn nie kosztuje fortuny, jak to proponuje teraz Leboncoin. Nawet Etsy, które działa w oparciu o system cenowy za ogłoszenie, pobiera tylko 20 centów za ogłoszenie z odnowieniem co 4 miesiące (można tam sprzedawać używane przedmioty vintage). A do tego jest otwarta na rynek międzynarodowy.

Poza tym, zawsze jest tak samo, jest tak wiele nadużyć, że pewnego dnia wszyscy cierpią. A ja nadal robię różnicę między kimś, kto sprzedaje podwójnie na wyprzedażach, żeby zarobić kilka euro, a kimś, kto zarabia ogromną pensję „pod stołem”. Mam przykład grupy pań, które opróżniają sklepy w moim regionie, to niesamowite. Wynajmują boksy do przechowywania i mówimy o obrotach biznesowych na poziomie sześciu cyfr rocznie. Prawie wszystko „pod stołem”.