CAF jest znacznie bardziej ingerująca niż podatki. Prowadzi to do sprawy sądowej w Bretanii. Przy najmniejszym wpływie pieniędzy na twoje konto, twoje RSA może zostać zakwestionowane. Zmusili świadczeniobiorców do uzasadnienia wszystkich wpływów pieniężnych, na przykład dziadkowie wykonali przelew 200 euro na urodziny swojego wnuka, CAF poprosił ich o pisemne oświadczenie.
Ponieważ przelewają pieniądze, aby pomóc swojej córce, CAF uważa to za dodatkowy dochód i zmniejsza RSA.
Zachowanie CAF wobec beneficjentów świadczeń socjalnych jest, hm, problematyczne i jest zgłaszane od lat. Jeśli dojdzie do kontroli, konta bankowe są dokładnie sprawdzane, a wszelkie wpływy pieniężne są potrącane z zasiłków.
Kupujesz przedmiot za 20 euro, ale następnego dnia widzisz, że go nie potrzebujesz, sprzedajesz go za 10 euro =
CAF uzna, że właśnie otrzymałeś 10 euro dochodu…
CAF czasami przeprowadza kontrole domowe, aby sprawdzić wszystko, co znajdzie u ludzi…
Wszystko jest szczególnie ohydne, ponieważ dotyczy tylko najsłabszych i najmniej zaradnych osób, tych, które na przykład nie mają konta bankowego z niefrancuskim numerem IBAN. Kontrolerzy CAF chętnie przyznają, że to właśnie od tej biednej populacji udaje im się najwięcej „zgarnąć”…
Nie jest to zawód, z którego można być dumnym.
Artykuł poniżej znajduje się za paywallem (przepraszam) i opisuje całość, w tym pismo wyrównawcze „musisz zapłacić 2864 euro”, które nie ujawnia szczegółów obliczeń.
Widziałem taki przypadek, niezbyt dawno temu, kogoś, kto sprzedał swoje butelki wina za 80 000 euro, nie deklarując tego. Wyjaśnił, że nie sprzedał wszystkiego, a część butelek sam skonsumował. Urząd skarbowy go mocno ukarał, podobnie jak sędziowie, do których się odwołał.
Nonsens i wymiar sprawiedliwości we Francji to dwie rzeczy niemożliwe do pogodzenia…
Trzeba też uważać, bo chociaż można bez ograniczeń odsprzedawać swoje przedmioty osobiste, to teoretycznie zabronione jest osiąganie zysku. Może to być więc problematyczne w przypadku przedmiotów, które z czasem zyskały na wartości.
Dlatego właśnie przedmioty z moich dawnych kolekcji umieszczam na moim koncie firmowym. Owszem, muszę płacić składki, ale rekompensuje to fakt, że jako profesjonalista mogę je sprzedać drożej. Przynajmniej jestem ubezpieczony od ryzyka podatkowego. Często osiągam bardzo dużą marżę w porównaniu do tego, co mogłem zapłacić w tamtym czasie. Niektóre przedmioty dają dużą widoczność itp. … Krótko mówiąc, nie jestem pewien, czy robiąc to, tracę tak wiele.
Szczerze mówiąc, świetne podsumowanie, to dokładnie pułapka, w którą wiele osób wpada na początku.
Najczęściej mylone są słynne progi DAC7 (2000 € lub 30 transakcji rocznie). Wiele osób uważa, że dopóki pozostają poniżej tych progów, mają prawo kupować i sprzedawać bez zgłaszania czegokolwiek. W rzeczywistości progi te służą tylko jednemu celowi: zainicjowaniu przekazywania Twoich informacji przez platformę do urzędu skarbowego. NIE są to progi zezwoleń.
Kupowanie w celu odsprzedaży z zyskiem to działalność handlowa, nawet przy bardzo niewielkiej liczbie transakcji. Prawdziwa granica przebiega tutaj:
opróżnianie własnej szafy = okazjonalne, niepodlegające opodatkowaniu
kupowanie zapasów w celu odsprzedaży = handel, do zgłoszenia (mikroprzedsiębiorstwo, zgłoszenie obrotu, rejestr zakupów…)
Dla tych, którzy chcą poznać pełne szczegóły (progi, status, co należy zgłosić i jak), wszystko zostało omówione w tym przewodniku na temat Vinted i podatków.
Jasne, jasne. Można się jednak zastanawiać nad korzyścią podatkową z kontroli sprzedaży za 1800 euro. To będzie jakieś 200 euro dla URSSAF i 20 euro dla urzędu skarbowego (w trybie zryczałtowanego poboru)? Czy kontrolerzy będą się tym przejmować, zwłaszcza że udowodnienie złej wiary podatnika będzie trudne, zamiast poświęcić czas na większe ryby?
Zanim dochody z pracy zostały automatycznie wpisane do deklaracji podatkowej, mówiono, że zaniżanie o kilka procent nie niesie ze sobą żadnego ryzyka, ponieważ kwota była zbyt niska, aby urząd skarbowy się nią przejmował. Co więcej, państwo odnotowało wzrost wpływów po zautomatyzowaniu przenoszenia tych dochodów, ponieważ nagle wszystkie małe kwoty, za którymi zbyt trudno było się ubiegać, wróciły do kas.
To właśnie jest ta subtelność…
Sprzedaż prywatnych rzeczy, by zarobić trochę pieniędzy, czy kupowanie, by odsprzedać.
Tak czy inaczej, wpłynie to na gospodarkę francuską (większość kupuje coś innego za zarobione pieniądze, czy to na Vinted, czy w supermarketach).
Państwo powinno raczej zająć się dużymi oszustami, zamiast przeszkadzać Francuzom, którzy próbują sobie jakoś radzić.
To niesamowite, trzeba to ciągle tłumaczyć. Wielu ludzi uważa również, że jest to próg tolerancji dla pracy na czarno.
To nieprawda.
Pod uwagę bierze się charakter POWTARZALNY. Innymi słowy, fakt powtarzania danej czynności. Prawo nie określa konkretnego progu. Ale jest jasne, że jeśli kupisz 30 ubrań na pchlim targu, aby odsprzedać je na Vinted w ciągu roku, nie jest to działalność handlowa.
Jeśli kupisz 30 samochodów w celu ich odsprzedaży, to jest inna sprawa. Oto dlaczego prawo nie określa progu. Ocena powtarzalności danej czynności odbywa się indywidualnie w każdym przypadku.
Ależ oczywiście, że to forma progu tolerancji!
Ależ oczywiście, że to próg tolerancji! Poniżej 30 sprzedaży w roku i 2000 € na platformie, Państwo nie zapozna się z Twoimi danymi! Innymi słowy: ma to gdzieś!
I to normalne! Poniżej tych progów zakup-sprzedaż nie jest działalnością, którą można nazwać zwyczajową, to jasne! A jeśli nie jest zwyczajowa, to nie jest na czarno!
A jeśli nie jest na czarno, to nie jest działalność gospodarcza! Masz prawo w życiu kupić kilka drobiazgów, aby odsprzedać je drożej, i to jest normalne! Teraz, jeśli robisz to regularnie, musisz się zarejestrować i płacić podatki, a to też jest normalne, wszystko jest dobrze przemyślane!
Dokładnie tym zajmuje się państwo! Jeśli kupujesz drobiazgi na pchlich targach trzy razy w miesiącu i sprzedajesz je na Vinted, państwo nie robi ci problemów!
Natomiast jeśli robisz to 30 razy w miesiącu, państwo będzie wymagało od ciebie, abyś został handlowcem i odpowiednio płacił, jak inni.
Nienormalne jest to, że jedyni we Francji, którym nie wolno tego robić, to najbiedniejsi, pobierający zasiłek socjalny (RSA)! Oni sprzedają nawet własny przedmiot za 20 euro na Vinted, aby dokończyć miesiąc, a my im potrącamy z zasiłku, płacimy urzędników, którzy kontrolują wszystkie wpływy na ich konto bankowe, podczas gdy 13000 najbogatszych Francuzów nie płaci podatków!
To właśnie jest degrengolada, a nie gdzie indziej. Jeśli chodzi o Francuzów, którzy kupują i sprzedają trzy drobiazgi, państwo zostawia ich w spokoju. Z wyjątkiem tych, którzy pobierają zasiłek RSA.
W rzeczywistości wiele osób zapomina, że kupowanie w celu odsprzedaży, nawet tylko 2 lub 3 drobiazgów na pchlim targu, czyni cię od samego początku profesjonalistą w oczach prawa. Nie liczy się liczba sprzedaży, ale zamiar odsprzedaży.
I tu pojawia się obowiązek, o którym prawie nikt nie wie: rejestr ruchomości, słynna „księga policyjna”. Stare prawo anty-skrytkowe, a odzież używana się w nim zawiera. Konkretnie musisz zgłosić swoją działalność w prefekturze i prowadzić rejestr swoich zakupów. Brak prowadzenia rejestru może skutkować grzywną do 30 000 euro, warto o tym wiedzieć.
Nie ma to nic wspólnego z progami Vinted ani deklaracją podatkową, to jeszcze inny temat, naprawdę związany z wyszukiwaniem okazji w celu odsprzedaży.
Jest przewodnik, który dobrze to wszystko wyjaśnia (zgłoszenie, co należy zanotować w terenie), jeśli jesteś zainteresowany: Vêtements en brocante sans facture : le guide | Friptadium
To, że państwo nie stawia policjanta na każdym przystanku, żeby sprawdził, czy się całkowicie zatrzymujemy
, nie oznacza, że jest to legalne, nawet jeśli wszyscy tak robią.
A masz rację, szanse na kontrolę z tego powodu są bardzo, bardzo małe, ale wolę powstrzymać się od doradzania robienia tego. Ponieważ nie jest to wyraźnie przedstawione jako próg tolerancji, w przeciwnym razie byłoby to jasno zaznaczone.
Dokładnie tak!
Czy przeczytałeś artykuł? Sąd Apelacyjny ich uniewinnił, ale Sąd Kasacyjny uchylił ten wyrok.
Szczegóły tutaj:
https://cms.law/fr/fra/legal-updates/Faire-du-commerce-sans-le-savoir
Zatem potrzebny byłby ostateczny wyrok, ponieważ sprawa wróciła do procedury.
Ależ nie, nie zrozumieliście! Nie liczy się zamiar, lecz regularność, czyli kupowanie i odsprzedawanie w sposób ciągły.
Regularność to różnica między dokonywaniem zakupów i sprzedaży 20 razy w roku a 200 razy w roku. To właśnie bierze pod uwagę państwo, a nie intencjonalność.
Ou
Tak, dobrze przeczytałem artykuł. Cała debata dotyczy właśnie tego, czy działalność kupna-sprzedaży ma charakter zwyczajowy, czy nie. Jeśli uznamy, że facet kupował i sprzedawał okazjonalnie, to nie podlega prawu. Natomiast jeśli uznamy, że jest to zwyczajowe, to jest to handel.
I tutaj, w tym przypadku, te osoby zgromadziły zapasy w celu ich odsprzedaży. Cóż, jak widzimy, sędziowie się nie zgadzają, ponieważ to, czy jest to handel, czy nie, zależy od wielkości zapasów, wiedząc, że prawo nie określa limitu.
Tak, ale właśnie o to chodzi, że to nie rozstrzyga debaty. A na oficjalnych stronach typu legifrance czy impots.gouv jest wyraźnie zaznaczone, że trzeba się zgłosić od razu, gdy jest to kupno-sprzedaż. Tutaj pojęcie „zwykłego” nie jest wcale jasne i określone.
I zaznaczam, że mówię w sensie prawnym, absolutnie mnie nie obchodzi, że ludzie zarabiają 2000 euro „na czarno”. W taki czy inny sposób wraca to do obiegu, więc składki zostaną zapłacone z opóźnieniem (w przeciwieństwie do niektórych znacznie większych oszustw i optymalizacji, gdzie pieniądze faktycznie znikają).
Wracam do tego, ponieważ zasadniczo rozbieżność między wami dwiema wynika z klasycznego pomieszania dwóch odrębnych pojęć.
Po pierwsze, czynność handlowa: zakup rzeczy ruchomej w celu jej odsprzedaży jest czynnością handlową już od pierwszego zakupu (artykuł L. 110-1 Kodeksu handlowego), a to właśnie zamiar odsprzedaży go kwalifikuje. To odróżnia zakup z zamiarem odsprzedaży od sprzedaży własnych rzeczy. Następnie, status handlowca: aby go uzyskać, wraz z rejestracją w RCS, należy wykonywać te czynności w sposób zwyczajowy i zawodowy (artykuł L. 121-1). Jest to dokładnie to, co stwierdza orzeczenie z 2016 roku.
Prawdziwym problemem jest to, że prawo nie określa żadnego progu liczbowego dla określenia „zwyczajowy”. Nie ma nigdzie zapisu o 20 czy 200 sprzedaży. Jest to ocena indywidualna, zbiór wskazówek (częstotliwość, wielkość, tworzenie zapasów, zamiar spekulacyjny) i właśnie dlatego sędziowie mogą się różnić i sprawa może wrócić do postępowania. Nie ma wyraźnej linii, jest tylko suwak.
Po stronie fiskalnej jest to w praktyce prostsze: gdy tylko mamy do czynienia z logiką zakupu w celu odsprzedaży, a nie sporadyczną wyprzedażą szafy, należy to zgłosić. Zwyczajowy charakter zakłada profesjonalizm, ale nikt nie oczekuje magicznej liczby, aby być zgodnym z prawem.
A co do ostatniego punktu, zgoda, mówimy o ramach prawnych, a nie moralnych. „Czarny rynek” za 2000 zyla, to nie jest tutaj temat.
